DSC 9837m1

Gerfried Göschl, Cedric Hählen i Nisar Hussain uznani za zaginionych

Ilość wyświetleń: 5984 - Dodano: środa, 14 marca 2012 10:45

Gerfried Göschl, Cedric Hählen i Nisar Hussain uznani za zaginionych

Trzech wspinaczy z międzynarodowej wyprawy na Gaszerbrum I, którzy w czwartek, 8 marca, wyszli w kierunku szczytu, od pięciu dni nie dało znaku życia

Kierownik wyprawy, Austriak Göschl, Szwajcar Hählen oraz Pakistańczyk Hussain po raz ostatni byli widziani w piątek ok. południa. Bask Alex Txikon, również członek "Hidden Peak Winter Expedition 2012", obserwował ich wówczas z dołu, jak zbliżają się w kierunku wierzchołka, ok. 200-250 m poniżej szczytu. Wchodzili na niego nową drogą od południa. Schodzić planowali od północnego zachodu, trasą, jaką wspinali się Polacy, którzy w piątek rano stanęli na szczycie. Gdyby im się udało, dokonaliby pierwszego zimowego trawersu ośmiotysięcznika.

   

Potem, ze względu na pogorszenie pogody i spadek widoczności, Txikon stracił ich z oczu. Odtąd nie wiadomo, co się z nimi dzieje. Szanse na to, że uda się ich odnaleźć, są minimalne.

   

Pogoda właściwie uniemożliwia prowadzenie akcji poszukiwawczej. W poniedziałek w kierunku obozu I, gdzie teoretycznie mogliby się znajdować zaginieni himalaiści, wyszli Agnieszka Bielecka (kierowniczka bazy wyprawy PHZ) i Dariusz Załuski, pełniący na wyprawie międzynarodowej funkcję operatora (oprócz niego w składzie "HPWE 2012" jest jeszcze Polka Tamara Styś; przebywa w bazie i - podobnie jak Txikon - ma lekkie odmrożenia). Huragan zmusił ich jednak do odwrotu do bazy.

   

Wczoraj próbę dotarcia do C1 ponowiono. W górę wyszli Shaheen Baig z wyprawy polskiej i Abbas, doświadczony wspinacz, zatrudniony w tym roku przez obie ekipy do pomocy w bazie.

   

Brak możliwości wysłania pod Gaszerbrum I helikopterów utrudnia nie tylko akcję poszukiwawczo-ratunkową, ale też zejście z bazy Adama Bieleckiego i Janusza Gołąba, piątkowych zdobywców szczytu. - Odmrożenia, które mają, nie są poważne. Zagoją się w Polsce, najprawdopodobniej szybko. Jednak nawet najmniejsze odmrożenie uniemożliwiają 90-kilometrowy marsz po lodowcu zimą. Dlatego najbezpieczniej i najlepiej jest cierpliwie czekać na helikopter w bazie. Mamy leki i wszelkie środki medyczne - powiedział kierownik polskiej wyprawy, Artur Hajzer, cytowany na facebooku PHZ.

    

[red.]
| polskihimalaizmzimowy.pl, explorersweb.com