baner waski glowny4

On znów to robi. OLO NA ATLANTYKU!

Ilość wyświetleń: 4646 - Dodano: środa, 10 maja 2017 09:57

Fot. Adam Rutkiewicz

Jeśli ktoś wątpił - ma odpowiedź. Dla Olka Doby nie ma na zawsze straconych szans. W niedzielę 7 maja laureat Super Kolosa, niezniszczalny kajakarz z Polic, wznowił przerwaną rok temu Trzecią Transatlantycką Wyprawę Kajakową. Znów jest na oceanie. Znów płynie. Kierunek: wschód. Więcej w relacji Piotra Chmielińskiego:


W niedzielę, 7 maja br. Aleksander Doba w znanym już wszystkim kajaku “OLO” wystartował z zatoki Sandy Hook w Nowym Jorku i szczęśliwie wypłynął na Atlantyk 8 maja. 

Przeklęta Sandy Hook

Zaczęło się dramatycznie. Obszar wokół Półwyspu Sandy Hook nie jest dla Olka sprzyjającym, a przede wszystkim bezpiecznym miejscem. Kiedy rozpoczynał swoją wyprawę w ubiegłym roku, przeciwne wiatry cofnęły go już z Atlantyku w kierunku lądu, rzucając przy tym “OLO” o brzeg.  Jednostka uległa wówczas poważnemu uszkodzeniu, co zmusiło kajakarza do przerwania ekspedycji. 

Tym razem kierunek wiatru był idealny. Wiejąc od strony lądu miał ułatwić, a nawet przyspieszyć wyjście na Atlantyk. Z tym, że był to wyjątkowo silny wschodni wiatr. Jakież było moje zdziwienie, gdy w poniedziałek nad ranem w miejscu, gdzie wieczorem poprzedniego dnia zacumowany został “OLO” ze śpiącym już na jego pokładzie Olkiem, nie było ani kajaka ani kajakarza. Po dobrych dwóch godzinach poszukiwań – najpierw moim kajakiem, a potem łodzią Randy’ego, poławiacza małż - naprowadzony wreszcie przez Aleksandra, odnalazłem go w odległości około półtora kilometra. Okazało się, że to silne podmuchy zerwały jednostkę z kotwicy i zniosły ją w bok od wytyczonej trasy. 

Krótko po starcie nasilający się wiatr uderzył w kajak z impetem, znosząc go na pobliskie skały. W takich warunkach kajakarz jest bezbronny. Świadomy zagrożenia Olek poprosił o wsparcie. Z pomocą przyszli nam bracia Pete i Jeff Patach, właściciele łodzi motorowej. Niemal w ostatniej chwili dotarliśmy do “OLO”, który znalazł się niebezpiecznie blisko wystających z wody głazów i wzięliśmy go na hol. 

Płynąc w kierunku oceanu, razem z pomagającym nam Adamem Rutkowskim i braćmi podziwialiśmy ekwilibrystyczne sztuki Aleksandra Doby na falach wzniecanych wiatrem, jego umiejętności i siłę w stawianiu do pionu kajaka, który przechylał się na boki tak mocno, że zdawało się, iż nie ma możliwości, by nie przewrócił się do góry dnem. 

Kilka minut przed 13.00 czasu nowojorskiego, gdy dotarliśmy do punktu na Atlantyku, z którego Olek został cofnięty rok wcześniej, odczepiliśmy linę i Aleksander Doba odpłynął w swoją niezwykłą podróż do Europy. 

Niebezpieczny Północny Atlantyk

Przypomnijmy, trasa Trzeciej Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej prowadzi z Nowego Jorku do Lizbony. Aleksander Doba większą część podróży spędzi na północnym Atlantyku, co oznacza, że może ona być dużo trudniejsza i bardziej ryzykowna od dwóch poprzednich. Wpływają na to warunki panujące w tej części oceanu czyli zimno, częste sztormy i bardzo wysokie fale. “Inauguracyjna próba sił powinna nastąpić za około tydzień – mówił Olek tuż przed wypłynięciem. – Wtedy spodziewany jest pierwszy sztorm.” To jednak nie odstrasza kajakarza przed zrealizowaniem nadrzędnego celu swoich transatlantyckich ekspedycji polegającego na wykonaniu zamkniętej pętli wiodącej ze wschodu na zachód i z powrotem. 

„Od początku planowałem, by moja transatlantycka wyprawa składała się z trzech etapów. Pierwszy z Afryki do Ameryki Południowej, drugi z Ameryki Południowej do Ameryki Północnej. I wreszcie trzeci, z Ameryki Północnej do Europy”- przedstawia Olek ideę, która zrodziła się podczas pierwszej przeprawy kajakiem przez ocean, na przełomie 2010/2011 roku. Wówczas płynął najkrótszą trasą, rozpoczynając podróż w Senegalu, a kończąc w Brazylii. 

Trzy lata później Aleksander Doba dopłynął do wybrzeży Ameryki Północnej, choć drogą wymagającą znacznie większego wysiłku i czasu niż poprzednia podróż, do Ameryki Południowej. Realizując swoje postanowienie pokonał po raz drugi Atlantyk, tym razem płynąc najdłuższą trasą łączącą Lizbonę z Florydą. 

Teraz zatem przyszła kolej na domknięcie planowanej od dawna pętli, poprzez przepłynięcie Atlantyku stroną północną ze Stanów Zjednoczonych do Europy.

Aleksander Doba zakłada, że spędzi na Oceanie Atlantyckim około czterech miesięcy. Tak jak w ubiegłym roku, dopłynięciem do Lizbony chciałby uczcić swoje przypadające na wrzesień urodziny – siedemdziesiąte pierwsze. Kajakarz cały czas udowadnia, że nie wiek, ale determinacja, hart ducha, znajdowanie celu i  konsekwentne dążenie do jego osiągnięcia decydują o powodzeniu przedsięwzięcia. I powtarza swoje motto życiowe: trzeba działać, być aktywnym; 95 procent ludzi umiera w łóżku, to po co się kłaść. Pewnie dlatego nawet przez myśl mu nie przeszła rezygnacja z realizacji marzenia, do czego przekonywali go żona, przyjaciele i znajomi, zatroskani o jego bezpieczeństwo. Olek kwituje to niezmiennie słowami: “nikt nie jest odpowiedzialny za moje bezpieczeństwo, tylko ja sam.”

W poniedziałkowy wieczór, około godziny 19 czasu nowojorskiego Aleksander Doba był już jakieś 50 kilometrów od wybrzeża USA. Życzmy mu zatem pomyślnych wiatrów i fal unoszących go w kierunku Europy, jak najmniej sztormów oraz żadnych awarii. O postępach ekspedycji będziemy informować na bieżąco. 

Trzymamy kciuki! 

*****

[AKTUALIZACJA, 16 maja]

We wtorkowy poranek, 16 maja br., o godzinie 6.47 czasu nowojorskiego Aleksander Doba po pięciodniowym postoju w zatoce Barnegat w stanie New Jersey znowu wypłynął na otwarte wody Atlantyku, kontynuując swoją Trzecią Transatlantycką Wyprawę Kajakową.

Sztorm, który zmusił kajakarza do chwilowej zmiany kursu, ustał w niedzielne południe. Niemniej na okno pogodowe, dopuszczające wyjście z bezpiecznego przyczółka należało poczekać jeszcze 2 doby. W nomenklaturze żeglarskiej, a może bardziej kajakarskiej, okno pogodowe oznacza warunki umożliwiające bezkolizyjne opuszczenie portu – przede wszystkim wiatr o odpowiedniej sile i kierunku. W tym przypadku konieczny był wiatr wiejący z zachodu lub północnego zachodu. Warunki pogodowe należało dodatkowo zgrać z cyklem pływów oceanicznych.

- Pływy są tu bardzo ważne ponieważ kanał łączący ocean z laguną ma prawie 2 kilometry długości i tylko kilkaset metrów szerokości, a jeszcze tor płynięcia wyznaczony bojami jest trochę kręty. Wypłynięcie powinno nastąpić przy najniższym poziomie wód. Tak zalecają miejscowi rybacy – tłumaczył Olek tuż przed wyruszeniem na Atlantyk.

Kajakarz musiał wejść na pełny ocean wraz z odpływem, w jego ostatniej fazie, tuż przed rozpoczynającym się przypływem, kiedy rozkołysany falami akwen nieco się uspokoił.

Niezwykłych trudności nastręczało określenie terminu możliwego startu. Przez ostatnich pięć dni zmieniane były wielokrotnie z uwagi na kapryśną aurę. Przewidywana na poniedziałek poprawa warunków także okazała się nieco złudna, o czym Olek przekonał się podejmując wieczorem pierwszą próbę przedostania się na ocean. Ciągle silnie wiejące wiatry i wysokie fale zablokowały go w porcie. Kolejna decyzja o wypłynięciu we wtorek wcześnie rano podjęta została w ciągu kilku minut, kiedy sytuacja na wodzie zrobiła się na tyle stabilna, by kajakarz mógł bezpiecznie opuścić zatokę. Kilkanaście minut później już wiosłował w stronę kanału wychodzącego na ocean, żegnany przez swój mały zespół wspierający z Dorotą Kasprzak i Małgorzatą Borowską-Piątek na lądzie oraz mną, Adamem Rutkiewiczem i Luisem Mugą na pokładzie łodzi motorowej kapitana Alana Thomasa, którą odprowadziliśmy go ok. 3 mile morskie od brzegu.

Przed Olkiem stoi teraz poważne wyzwanie. Musi jak najszybciej odpłynąć przynajmniej 120 mil morskich od wybrzeża Stanów Zjednoczonych, by dotrzeć do Golfsztromu. Ten silny prąd tworzący coś w rodzaju rzeki pośrodku Atlantyku, płynący z prędkością 1-2 węzłów powinien nadać tempa unoszącemu się na jego wodach kajakowi, a w przypadku sztormów i przeciwnych wiatrów ograniczyć jego cofanie się. Zgodnie z prognozami przekazanymi przez nawigatora wyprawy Jacka Pietraszkiewicza, Olek na dopłynięcie do Golfsztromu ma jakieś trzy i pół dnia.

Właśnie obecny etap Trzeciej Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej realizowany od zatoki Barnegat do wybrzeża Portugalii pozwoli Aleksandrowi Dobie zrealizować główny cel ekspedycji, jakim jest samotne przepłynięcie oceanu od kontynentu północnoamerykańskiego do europejskiego. Przypomnijmy, że pierwszy etap objął początek podróży 29 maja 2016 roku w Liberty Marina w New Jersey. Zakończył się 2 czerwca na półwyspie Sandy Hook. Podczas drugiego etapu Olek, który wyruszył ponownie z Sandy Hook 7 maja 2017 roku, a 11 maja dotarł do zatoki Barnegat. Teraz kajakarz zmierzy się z najdłuższym odcinkiem liczącym przynajmniej 3100 mil morskich.

Miejmy nadzieję, że wreszcie Neptun okaże się dla Aleksandra Doby łaskawy. Na wszelki wypadek, na prośbę nawigatora Jacka, tuż przed opuszczeniem zatoki Barnegat kajakarz zadość uczynił tradycji żeglarskiej i „przekupił” boga morskich topieli szklaneczką whisky wylaną do Atlantyku. W Lizbonie podaruje mu całą butelkę.

Piotr Chmieliński